Spotkania z Kryszną

Spotkania z Kryszną


Mathura, chociaż położona pomiędzy Delhi a Agrą, nie leży na głównym turystycznym szlaku i jest pomijana przez zorganizowane wycieczki jak i indywidualnych turystów, którzy z niecierpliwością spieszą do Agry by podziwiać słynny Tadź Mahal. Jednak dla Hindusów jest to jedno z najważniejszych miejsc w Indiach, tutaj bowiem miał się urodzić Kryszna, jedno z dziesięciu wcieleń Wisznu.

Według legendy król Mathury, Kamsa, który wstąpił na tron uwięziwszy swojego ojca, pomny przepowiedni, że zabije go syn jego siostry Dźadewy, kazał uwięzić Dźadewę i jej męża Wasudewę, a każde ich dziecko zaraz po urodzeniu zabić. Tak zginęło pierwszych sześcioro dzieci rodziców Kryszny. Dźadewie udało się ukryć fakt porodu swojego ósmego dziecka (historię siódmego celowo pominiemy), Kryszny, a następnie w sekrecie oddać małego Krysznę na wychowanie rodzinie pasterzy, w położonym 10 kilometrów od Mathury Wrindawan. Tam, pod czułym okiem przybranych rodziców, Kryszna dorastał i spędził swoje młodzieńcze lata. Tak jak większość rówieśników całe dnie spędzał pasąc bydło. Jednak w przeciwieństwie do nich nie był zwykłym pasterzem, lecz bogiem. Z jego twarzy promieniała radość a muzyka z fletu, na którym radośnie przygrywał, była słodka niczym nektar. Z uwagi na wiejskie życie jakie wiódł, często mówi się o nim Gopala – opiekun bydła, lub Gowinda – pasterz. Kryszna lubił zakradać się do domów wieśniaczek i podbierać im masło, które uwielbiał. Już jako młodzieniec Kryszna rozkochał w sobie wszystkie pasterki, które pragnęły spędzać z nim czas. Młody bóg bawił się z nimi, grał i żartował. By nie urazić żadnej z nich każdą noc spędzał z inną dziewczyną. Jednak szczególnie spodobała mu się jedna z nich, o imieniu Radha, którą wybrał sobie za partnerkę. Historię ich idealnej miłości, wspólnej zabawy i radości z bycia razem opowiadają niezliczone pieśni. Właśnie młodzieńcze, pełne niewinności, lata Kryszny są największym źródłem inspiracji dla wiernych. Kryszna przedstawiany jest jako młodzieniec o ciemnoniebieskiej skórze, odziany w złocistą szatę. Na głowie ma diadem o raz charakterystyczne pawie pióra.

Mathura2

W rzeczywistości, Kryszna, który po raz pierwszy pojawił się w Mahabharacie (hinduskiej wielkiej epopei, która z liczbą 74 tys. wersów jest największym poematem w historii ludzkości) w pierwszym tysiącleciu przed naszą erą, potem właściwie zniknął z życia religijnego Indii, został wręcz zapomniany. Dopiero Dźajdeva Gita Gowinda w XII wieku n.e. stworzył wymyślną historię młodzieńczych lat życia Kryszny. Na przełomie XV i XVI wieku Krysznę spopularyzował bengalski mistyk Czajtanja Mahaprabhu (1485-1533), który rozwinął kult bhakti (miłości i oddania do bóstwa bądź guru) i uważany jest obecnie za ojca ruchu Hare Kryszna. Kryszna nie był więc czczony od zawsze, jego kult jest stosunkowo młody jak na długą historię Indii. Oczywiście te dywagacje nie mają żadnego znaczenia dla wiernych. Dla nich radosne i przepełnione erotyzmem życie Kryszny i jego wybranki Radhy, nie jest ludową legendą, lecz historyczną oczywistością, osadzoną gdzieś w indyjskiej starożytności. Historie z jego życia opowiadają z pełnym przekonaniem, tak jakby zdarzyły się zaledwie przed dekadą. W regionie Braj Bhoomi, w którym Kryszna miał spędzić swoje młodzieńcze lata, przytłacza wręcz ilość miejsc związanych z życiem bóstwa. W całym regionie, pielgrzymi i mieszkańcy pozdrawiają się okrzykiem ‘Hare Kryszna!’ lub też równie popularnym zwrotem ‘Radhe, Radhe’. Wszystko tutaj odnosi się do Kryszny i Radhy. Są oni stale obecni na ustach i w umysłach wiernych.

Wielka świątynia Kryszny, która stała na miejscu, gdzie domniemanie przyszedł on na świat, została zburzona na rozkaz Aurangzeba, muzułmańskiego władcy Indii, z dynastii mogolskiej, w XVII wieku. Na jej miejscu stanął meczet, zadra w oku dla wielu hinduistów. Jako że meczet zajmuje tylko część terenu, na którym stała wcześniej świątynia, w latach 50-tych zdecydowano o budowie nowej świątyni, wręcz przyklejonej do meczetu. Obecnie, piękny meczet stoi właściwie nie używany. Otoczony drutem kolczastym i strzeżony przez żołnierzy stanowi dramatyczny widok dla przybysza z zewnątrz. Samego wejścia do świątyni również pilnują żołnierze. Przed wejściem na teren świątyni czekała mnie dwukrotna gruntowna rewizja. Przy sobie można mieć tylko dokumenty i pieniądze, wszystkie inne rzeczy należy pozostawić w depozycie w osobnym pomieszczeniu. Wejście do świątyni, w której znajduje się wizerunek Kryszny może być ekscytującym przeżyciem.

Na odgłos ekstatycznych śpiewów, przeplatanych uderzeniami bębenka i biciem dzwonów przez moje ciało przeszedł dreszcz i stałem oniemiały, zupełnie nieprzygotowany na to widowisko. Powietrze było wręcz naelektryzowane od ludzkich emocji, na twarzach pielgrzymów odmalowywało się bezgraniczne oddanie i uwielbienie dla wizerunku idola.

Kilka dni później, gdy jechałem pociągiem z Agry do Delhi, na stacji w Mathurze wsiadła grupa młodych ludzi, którzy przez następne dwie godziny, przy rytmie bębenka, śpiewali na stojąco, na całe gardło, pieśni, opiewające Krysznę i Radhę. Religijność Hinduska jest bardzo ekspersyjna, a gdy czci się Krysznę jest do tego żywiołowa. W Bikanerze, w świątyni Kryszny, wieczorne nabożeństwo zaczyna się od spokojnych śpiewów, które w ciągu następnej godziny wzmagają się coraz bardziej, porywając wszystkich wiernych i wprawiając ich (porwały chcąc nie chcąc również mnie) w pewien rodzaj transu. Kulminacja śpiewów jest tak głośna, że wydaje się jakby wszyscy chcieli w uniesieniu wykrzyczeć swoją wiarę, i oczyścić się z materialnych brudów tego świata. W tej chwili jest tylko wierny, Kryszna i pieśń, która ich łączy na ten krótki moment. Czym głośniejsze są śpiewy tym większa jest szansa na to, że Kryszna przebudzi się i zaszczyci swą obecnością świątynię.

Mathura

Żywiołowość kultu Kryszny i jego radosny charakter uczyniły go popularnym poza granicami Indii. Dzisiaj ruch popularnie zwany Hare Kryszna obecny jest na całym świecie. Byłem zdumiony ilością „krysznowców” z całego świata we Wrindavan. Tutaj znajduje się piękna, wyłożona marmurem świątynia ISCON – Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny. Na uliczkach Wrindavan co krok spotyka się obcokrajowców w pomarańczowych szatach, z wygolonymi głowami. Przez kilka minut dzieliłem rykszę z Rosjaninem, który bez przerwy powtarzał mantrę ‘Hare Kryszna, Hare Radhe’, obracając w palcach różaniec. Nie powiedział nic więcej, wysiadł z rykszy i z modlitwą na ustach udał się do świątyni. Dwudziestokilkuletni chłopak z Argentyny, który podlewał trawnik w przy jednej ze świątyń powiedział mi, że jest tu już pięć lat i nie zamierza nigdy opuszczać Wrindavan. Chce spędzić tu całe życie. Kilkakrotnie pytano mnie czy czuję, bądź też widzę specjalną energię przepełniającą to miejsce. Mówiąc szczerze nie widziałem ani nie czułem niczego specjalnego. Miejsce to nie wydawało mi się bardziej święte czy wyjątkowe niż inne miejsca, które odwiedziłem. Mit Wrindavan jako sielskiej okolicy z lasami i łąkami ciągle funkcjonuje w religijnej umysłowości hinduskiej. Jest to jednak przeszłość. Miasto przywitało mnie kakofonią dźwięków, natłokiem straganów i tłumem pielgrzymów torujących sobie drogę do świątyń. Ciężko w takiej atmosferze o religijnego ducha. Jednak spotkani Krysznowcy zapewniali mnie, że specjalna energia przenika to miejsce i że oni jej codziennie doświadczają. Miguel z Chile spędził tu ze swoją żoną pół roku. Razem poszliśmy na Jamunę, gdzie Miguel zażył jedną z ostatnich kąpieli w świętej rzece – jego codzienny nawyk. Jako że kończyły im się pieniądze musieli wracać, ale nie do Czile, lecz do Anglii, gdzie na ulicy będą sprzedawać książki o hinduiźmie i w ten sposób zarabiać na kolejny pobyt we Wrindavan, swoje miejsce na ziemi.

Kult Kryszny w Indiach jest wyjątkowy, gdyż jest bardzo zmysłowy. Hindusi przez wiele stuleci, pod wpływem islamu i purytańskiego, angielskiego chrześcijaństwa odcinali się od ciała i zmysłów. Jednak tradycja kultu Kryszny przetrwała i dawała nadzieję i radość wiernym i uciemiężonym. Jest to droga miłości i oddania. Jak mówił święty Wallabhaczarja, Krysznę należy doświadczać wszystkimi zmysłami, służyć mu, rozmawiać z nim, dotykać go, smakować nektaru z jego ust. Między wiernym a Kryszną powinna powstać osobista, głęboka, emocjonalna więź, tak by był on stale obecny w życiu bhakty (podążającego ścieżką bhakti). Jest to kult w dzisiejszych w Indiach bardzo popularny, bo kolorowa forma i prostota przekazu są bardzo atrakcyjne w coraz szybszym i coraz bardziej materialistycznym indyjskim świecie. W telewizji natknąć się można na specjalny program, w którym wielotysięczna widownia śpiewa i tańczy w rytm wesołych pieśni o miłości Kryszny i Radhy.

Mathura5-2

Pomimo, że bóstwo jest jedno, każda świątynia poświęcona Krysznie jest inna. W każdym miejscu lokalna tradycja wykształciła swój własny rytuał i sposób zachowania się. Ten sam bóg może, zależnie od regionu, przybierać różne nazwy, przypisuje mu się też różne czyny. Często są to stare lokalne bóstwa, które z czasem bramini włączyli w obręb głównego nurtu hinduizmu. W Orissie, we wschodnich Indiach, czci się Krysznę jako Dźaganath, władcę świata. Obok niego na wizerunkach, które znajdują się dosłownie w każdym miejscu, stoją (a może siedzą?) jego siostra i brat. Cała trójca na pierwszy rzut oka wygląda tak jakby została namalowana rękami kilkuletniego dziecka bądź przybyła do nas z innej planety. Zadawałem sobie pytanie, kto stworzył te wizerunki i dlaczego są tak kuriozalne? Ale czy ktokolwiek się tu nad tym zastanawia. Takie są i zawsze takie były.

Nathdwara, nieopodal Udajpuru, to zupełnie niepozorna świątynia, która jednak przez stulecia stała się niezwykle popularna i obecnie jest drugą najzamożniejszą świątynią w Indiach. Świątynny ranking zmienia się jak lista przebojów, wraz z upływem lat jedne świątynie zyskują na popularności, inne odwiedzane są coraz rzadziej, choć nigdy nie zostają opuszczone. Wierzy się, że w tych najbardziej popularnych rezydujące bóstwo wysłuchuje modlitw pielgrzymów. Annały świątynne pełne są historii o cudach, których doświadczyli pielgrzymi. Świątynia w Nadhwarze jest stosunkowo młoda jak na hinduskie standardy. Historia jej powstania wiąże się również z cesarzem Aurangzebem. Obawiając się, że cesarz będzie chciał zniszczyć świętą figurkę Kryszny bramini opiekujący się świątynią na wzgórzu Gowardhana, nieopodal Mathury, zdecydowali o przewiezieniu jej do Udajpuru, w Radżastanie, gdzie lokalny władca (którego królestwo, jako jedyne w Indiach, nigdy do końca nie uległo władzy mogolskiej) zaoferował mu schronienie. Wierni wierzą, że to samo bóstwo zadecydowało o opuszczeniu Gowardhana. Dwunastowieczna figurka Kryszny, wykonana z czarnego marmuru, nigdy jednak do Udajpuru nie dotarła, gdyż kilkadziesiąt kilometrów przez celem podróży, wóz, na którym przewożony był Kryszna, utknął w błocie. Żadne wysiłki by go stamtąd wyciągnąć nie pomagały. Dla braminów był to znak, że Kryszna chce aby właśnie w tym miejscu był jego nowy dom, w związku z czym wkrótce rozpoczęto budowę świątyni.

Mathura4

Kryszna w Nadhwarze zaczął być znany jako Pan Nathadźi i wkrótce jego kult rozpowszechnił się po całym regionie. Nathadźi stał się opiekunem lokalnych, radżpuckich królestw a maharadżowie budowali mu w swoich pałacach osobne kaplice. Obecnie to małe miasteczko, przy drodze do Udajpuru, odwiedzają tłumy pielgrzymów, którzy chcą choć przez chwilę spojrzeć na wizerunek bóstwa. Świątynia otwierana jest osiem razy dziennie, zawsze dokładnie na 45 minut. Czas darśanu (spojrzenia na bóstwo) jest wyznaczony przez czynności jakie wykonuje Kryszna. Codziennie rano o godzinie 5:30 Nathadźi jest budzony, wtedy otwiera się świątynne drzwi po raz pierwszy. Po raz kolejny pielgrzymi wchodzą do świątyni dwie godziny później, gdy Nathadźi je śniadanie, następnie gdy się bawi, je obiad, udaje się na drzemkę, gdy się budzi, gdy je coś słodkiego i gdy zasypia. Pielgrzymi cierpliwie czekają na otwarcie wrot świątyni, siedząc na schodach, na podłodze i wypełniając szczelnie świątynny dziedziniec. Pierwszą rundę (w świątyni idzie się korytarzem i powoli dochodzi do wizerunku Kryszny) robią kobiety, następnie wpuszcza się mężczyzn. Trzecia runda jest już mieszana. Przed ołtarzem robi się tłoczno, każdy chce być jak najbliżej, ludzie modlą się, coś krzyczą, wszystko w pośpiechu, gdyż masa wiernych napiera z niecierpliwością w kierunku ołtarza. Kapłani pokazują by dotknąć podłogi przed ołtarzem i pokłonić się Krysznie, potem można zrobić jeszcze jedną rundę lub udać się do miejsca, gdzie składa się wielotysięczne darowizny. Pokurczone, stare babcie nie mają szans by dojrzeć Krysznę, ale mruczą coś pod nosem i dają się ponieść razem z tłumem.

Przed świątynią, tak charakterystyczny dla miejsc pielgrzymkowych w Indiach, pstrokaty i głośny świat straganów; codzienny kolorowy odpust, na którym hinduskie dewotki mogą zaopatrzyć się w religijne gadżety: łóżeczka dla Kryszny (w różnych rozmiarach), kolorowe ubranka, czapeczki, huśtawki, fleciki…Taka to już jest ludowa hinduska religijność. Tu racjonalne myślenie nie odgrywa żadnej roli, jest to kompletnie inny, magiczny wręcz świat, przepełniony bóstwami i cudownymi opowieściami, które nawet jeśli są wzajemnie sprzeczne, nie budzą sprzeciwu. Bo przecież boski świat rządzi się zupełnie innymi prawami. Nam, przybyszom z zewnątrz, ciężko jest ten świat zrozumieć, bo zrozumieć może go tylko ten, co urodził się tutaj, w Indiach. Zrozumieć i uwierzyć…Gdy w Bikanerze zapytałem znajomego Hindusa dlaczego kapłani wieczorem kładą czyste prześcieradło i poduszki na mały materac na środku świątyni, powiedział mi, że to posłanie dla Kryszny. Po odśpiewaniu wzniosłych pieśni świątynię zamyka się na noc. Gdy o 4:30 kapłani otwierają drzwi do świątyni całe posłanie jest rozgrzebane, znak że Kryszna na nim spał. Chciałem zapytać „I Ty w to wierzysz?”, ale nie zapytałem…